Ruwenzori – Śniegi na Równiku (15 dni) 4-18 Grudnia 2020

Termin: UGA-01 4-18 grudnia 2020 roku

Czas trwania: 15 dni

Cena: 2950 $ + lot do Ugandy

Trekking o trudnościach umiarkowanych, wejście na Margheritę (5109 m) jest wymagające.

Ruwenzori. Już w starożytności rozpalały wyobraźnię geografów i obieżyświatów. W II wieku przed naszą erą Ptolemeusz zaznaczył na mapie Afryki Góry Księżycowe, gdzie znajdować miały się źródła Nilu. Jeszcze w XIX wieku naukowcy tylko spekulowali, czy w sercu Afryki, na równiku znajdują się wysokie, pokryte wiecznym śniegiem góry. Pierwszym Europejczykiem, który je dostrzegł był słynny odkrywca Henry Morton Stanley. Były to ostatnie wysokie pasmo górskie na świecie odkryte przez człowieka. Ich wierzchołki zostały zdobyte dopiero w 1906 roku przez księcia Abruzzich, a do poznania pasma bardzo przyczynili się już przed wojną Polacy.

Dla miejscowej ludności Bankonzo góry zawsze były świętością: chroniły ich granic, dawały pożywienie i wodę. Bakonzo wierzą, że na szczytach Ruwenzori mieszka bóg Kitasamba. Dzikie, niedostępne, tajemnicze i spowite mgłami pozostały do dziś.

Podczas naszej wyprawy spędzimy dziewięć dni w sercu Gór Księżycowych i zdobędziemy ich najwyższy szczyt – Margheritę (5109 m). Znawcy i koneserzy uważają wędrówkę w Ruwenzori za najpiękniejszy trekking górski w Afryce. W odróżnieniu od nieco wyższych Kilimandżaro i Mount Kenya, Góry Księżycowe nie są samotnie stojącym wulkanem lecz prawdziwym pasmem górskim o alpejskiej rzeźbie, z groźnymi ścianami i polodowcowymi jeziorami. Nigdzie indziej nie można zobaczyć tak bujnej afrykańskiej roślinności górskiej jak właśnie tutaj. Sceneria przywodzi na myśl czasy prehistoryczne i turysta często zastanawia się, czy zza jednej z ogromnych, nierealnych senecji nie wyjdzie za chwilę dinozaur.

Większość wypraw w Ruwenzori odbywa się starszym szlakiem Main Circuit. My przez dziewięć dni podążamy młodszym, mniej znanym, bardziej widokowym i zapewniającym lepszą aklimatyzację szlakiem Kilembe. Wędrując „od chatki do chatki” zobaczymy wszystkie pietra roślinne Ruwenzori od dżungli aż po lodowce i zdobędziemy nie jeden, ale dwa wielkie szczyty pasma – Margheritę (5109 m) oraz Mount Weissman (4620 m).

Oprócz tego zwiedzimy żywą i kolorową Kampalę, stolicę Ugandy, powszechnie uważaną za jedną z najbezpieczniejszych i najbardziej przyjaznych afrykańskich stolic. Poznamy ciekawą i burzliwą historię Ugandy, a chętni będą mogli odbyć dodatkowo wyprawę do jednej z ostatnich żyjących rodzin goryli górskich lub zdobyć jeden z wulkanów w paśmie Virunga przy granicy z Rwandą.

Wycieczkę prowadzą Katarzyna Wiercioch i Hubert Jarzębowski, miłośnicy gór Ruwenzori oraz historii i kultury regionu, których opowieści o Górach Księżycowych mogliście posłuchać m.in. podczas Kolosów w tym roku.

Program Dzień po Dniu

Dzień 1: Wylot do Ugandy

Polecamy wylot z Berlina przez Stambuł.

Dzień 2: Kampala

Wcześnie rano przylatujemy do Ugandy na lotnisko Entebbe. Transfer do Kampali. Po odpoczynku chętni mogą wyruszyć na objazdową wycieczkę na motocyklach boda-boda po położonej na siedmiu wzgórzach stolicy Ugandy. Odwiedzimy największy w Afryce Równikowej meczet sfinansowany przez Muamara Kaddafiego, świątynię Bahaitów, pałac dawnych monarchów królestwa Bugandy oraz kazamaty Idi Amina. Nocleg w hostelu Rwenzori Backpackers.

Dzień 3: Kilembe

Przejeżdżamy na wschód kraju do wioski Kilembe u stóp gór Ruwenzori. Briefing przed wyprawą. Nocleg w Trekkers Hostel.

Dzień 4: Kilembe – Sine Camp

Trekking przez gęstą dżunglę do Sine Camp (2596 m). Wieczorem pójdziemy na spacer do pięknych wodospadów Enock’s Falls.

Dzień 5: Sine – Mutinda

Pniemy się w górę przez las deszczowy, piętro bambusów, a na koniec wśród ogromnych wrzośców do obozu Mutinda Camp (3688 m), zwanego również „Mud Camp”.

Dzień 6: Mutinda – Bugata

Ranem wyruszamy, by złapać aklimatyzację na wspaniały widokowy szczyt Mutinda Lookout (3975 m). Następnie idziemy przez piętro afroalpejskie wśród drzewiastych senecji oraz lobelii (jest ich tu dużo więcej niż na Kilimandżaro!) do obozu Bugata Camp (4062 m).

Dzień 7: Bugata – Butawu

Wychodzimy na wysoką Przełęcz Bamwanjary (4450 m), nazwaną tak w 1939 roku przez polskich alpinistów na cześć swojego przewodnika, a następnie schodzimy obok pięknych polodowcowych jezior do położonego u stóp najwyższych masywów Ruwenzori obozu Butawu (Hunwick’s Camp, 3974 m). Tego dnia pierwszy raz zobaczymy słynne lodowce na równiku na Mount Stanley.

Dzień 8: Butawu – Margherita Camp

Wychodzimy na przełęcz Scott Eliott Pass (4372 m) z jedną z najsłynniejszych panoram całego pasma, a następnie jeszcze wyżej do obozu Margherita Camp (4485 m), gdzie zbieramy siły na jutrzejszy wielki dzień ataku szczytowego na Margheritę.

Dzień 9: Margherita Peak (5109 m)

W nocy wyruszamy w stronę najwyższego szczytu Ruwenzori. Przechodzimy przez lodowiec na Płaskowyż Stanleya, gdzie podziwiamy wschód słońca. Przed południem stajemy na najwyższym szczycie Ugandy i Demokratycznej Republiki Kongo. Schodzimy do obozu Margherita, a następnie do obozu Butawu, gdzie czeka nas zasłużony odpoczynek.

Dzień 10: Szczyt Weismann (4620 m) – Bugata

Tego dnia wychodzimy na drugi wielki czterotysięcznik Ruwenzori – Mount Weissman. Tutaj już nie ma lodowców, możemy za to obcować z fantastyczną dziką przyrodą i bujną wegetacją. Schodzimy do obozu Bugata.

Dzień 11: Bugata – Samalira Camp

Schodzimy do jednego z dwóch obozów położonych wśród fantastycznych wrzośców przy górnej granicy lasu: Samalira (3174 m) lub Kiharo (3540 m).

Dzień 12: Samalira Camp – Kilembe

Żegnamy się z górami i schodzimy do wioski Kilembe. Żegnamy się z ekipą sympatycznych przewodników i tragarzy i jedziemy do miejscowości Kisoro położonej przy granicy Rwandy u podnóży wulkanów Virunga. Nocleg w Kisoro

Dzień 13: Goryle we Mgle 🙂

Tego dnia mamy możliwość odwiedzenia goryli górskich w parku narodowym Bwindi Impenetrable Forest (600$, trzeba rezerwować permit z wyprzedzeniem) lub wejścia na jeden z wulkanów Virunga – Sabinyo, Mgahinga, Muhavura (płatne dodatkowo). Tego dnia chętni mogą również leniuchować, wybrać się na wizytę u koczkodanów, spacerować po dżungli, oglądać ptaki lub udać się na kulturową wycieczkę do Pigmejów. Nocleg w Kisoro.

Dzień 14: Kisoro – Kampala

Wracamy do Kampali. Wieczorem możemy wyjść na miasto i pójść na pokaz afrykańskich tańców do Ndere Center (płatne dodatkowo). Nocleg w znanym nam już Rwenzori Backpackers.

Dzień 15: Powrót do domu

Transfer na lotnisko w Entebbe. Wylatujemy wcześnie rano przez Stambuł do Berlina.


Opis

Ważne Informacje

Margherita jest bardzo wysokim szczytem (przeszło 5000 m) stąd zagrożenie wystąpieniem objawów choroby wysokościowej jest bardzo duże. W związku z tym udając się na wyprawę musimy mieć świadomość że nikt nie da nam gwarancji zdobycia szczytu! Oprócz zdrowia, jest jeszcze pogoda która może nam plany pokrzyżować oraz nasza własna kondycja fizyczna i psychiczna. Nasz program wspinaczki na szczyt jest tak zaplanowany by zapewnić dobrą aklimatyzację przed atakiem szczytowym, ale aklimatyzacja to proces bardzo indywidualny i zdarzają się osoby, które nigdy nie będą w stanie zaaklimatyzować się do większych wysokości. I nie ma jak tego przetestować na nizinach.

Szlakiem Kilembe uchodzi wśród znawców za najpiękniejszy górski trekking w Afryce. Nawet bez zdobycia szczytu wrażenia będą niezapomniane. Procent turystów, którym udaje się wejście na Margheritę jest dużo wyższy niż na Kilimandżaro.

Nawet bez względu na wysokości to w sumie 9 dni marszu przez około 7 – 9 godzin dziennie jest bardzo dużym wysiłkiem fizycznym dla osób bez odpowiedniego przygotowania kondycyjnego.

Pogoda w górach Ruwenzori jest wyjątkowo kapryśna. Nawet nazwa tego pasma oznacza „Góry, w których rodzi się deszcz”. Suma rocznych opadów dochodzi do 3 metrów. Skutkuje to wyjątkowo piękną i bujną wegetacją, ale też może utrudnić trekking. Podczas wycieczki musimy liczyć się z możliwością trudności „błotnych”, a niezależnie od pogody dużą część trasy pokonujemy w kaloszach. Zdarzają się jednak w porze suchej długie okresy pięknej pogody, a bagna wysychają, jak to miało miejsce podczas naszej pierwszej wyprawy w grudniu 2016 roku.

Uganda jest jednym z bezpieczniejszych i bardziej cywilizowanych krajów Afryki ale do naszych europejskich standardów jej bardzo daleko tak pod względem służby zdrowia, ratownictwa w górach jak i komunikacji we wszelkich jej wymiarach czyli od dostępu do Internetu po stan dróg i samochodów po nich jeżdżących. Decydując się na wyjazd trzeba mieć więc świadomość wielu zagrożeń z tego tytułu wynikających i generalnie mieć świadomość że wszystko może się zdarzyć.

Przed wyjazdem konieczne będzie zaszczepienie się przeciw Żółtej Febrze. Jest to szczepienie obowiązkowe. Przy szczepieniu otrzymujemy tzw. Żółtą Książeczkę. Niezbędna też będzie profilaktyka antymalaryczna przez cały czas trwania wyjazdu. Lekarze polecają obecnie specyfik Malarone (na receptę) trzeba się będzie w niego indywidualnie zaopatrzyć.

Podsumowując ta wyprawa będzie atrakcyjna i ciekawa dla osób które lubią odkrywać nowe miejsca, poszukują przygody i ciekawych tematów do utrwalenia na karcie pamięci aparatu fotograficznego, lubią wysiłek fizyczny na otwartym powietrzu i nie boją się związanych z tym trudów i niedostatków.

Jest to też wyprawa dla osób o silnych charakterach i ambicji, które potrafią wchodzić na góry „w głowie” i znaleźć w sobie motywację do naprawdę sporego wysiłku związanego z atakiem szczytowym.

 

Czy Góry Księżycowe, o których pisali starożytni autorzy naprawdę istnieją? Czy Nil rodzi się w wiecznych śniegach wysokich gór gdzieś na równiku? To pytanie przez setki lat pobudzało wyobraźnię naukowców i podróżników. Ruwenzori to najpóźniej odkryte i poznane wysokie góry na świecie i do dzisiaj pozostają tajemnicze, niezbadane i dzikie. Ich najwyższy szczyt – Margherita (5109 m) co prawda ustępuje w Afryce wysokością Kilimandżaro i Mount Kenya, ale o ile te drugie to wielkie, samotnie stojące wulkany to Ruwenzori to prawdziwy rozległy łańcuch górski. Zupełnie jak Alpy. Roślinność jest tu bujna, dzika i nierealna. Żywcem wyjęta z prehistorii, opowieści o dinozaurach lub fantazji na temat wyglądu innych planet. Turystów bardzo niewielu. Cała masa wierzchołków pozostaje niezdobyta i do dziś nie ma nawet nazw. Wyprawa w Ruwenzori wciąż owiana jest atmosferą przygody i eksploracji, jak za czasów pierwszych wypraw badawczych na Czarnych Ląd.

 

JAK WYGLĄDA NASZ SZLAK?

 

W górach spędzimy osiem i pół dnia. Pięć dni będziemy podchodzić kolejno przez dżunglę, piętro bambusowe, las ogromnych wrzośców oraz piętro afroalpejskie z bagnami, łąkami, niesamowitymi lasami lobelii, drzewiastymi senecjami i polodowcymi jeziorami. Szóstego dnia rano planowo zameldujemy się na wierzchołku Margherity. Siódmego dnia zdobędziemy drugi piękny szczyt – Mount Weismann (4620 m), dużo łatwiejszy niż Margherita i pozbawiony lodowców. Od jego podnóża czeka nas jeszcze półtora dnia marszu w dół.

 

TRUDNOŚCI WYPRAWY

 

Trekking w Ruwenzori jest nieco bardziej wymagający niż wyprawa na Kilimandżaro, a samo wejście po lodowcu na Margheritę jest technicznie trudniejsze. Nie wymaga jednak umiejętności alpinistycznych i dostępne jest dla każdego sprawnego turysty górskiego. Aklimatyzacja na szlaku jest bardzo dobra: początkowo pniemy się do góry stopniowo, a następnie wychodzimy wysoko na przełęcze (Bamwanjara Pass – 4450 m) i śpimy niżej – na 3900-4000 m, dzięki czemu nasz organizm ma czas do przyzwyczajenia się do sporej wysokości. Atak szczytowy na Margheritę rozpoczynamy z obozu na wysokości 4485 m.

 

CO MAM ZABRAĆ NA WYPRAWĘ?

 

Wyprawę zaczynamy w kwaterze głównej Rwenzori Trekking Services od odprawy. Otrzymujemy tutaj cały niezbędny sprzęt: trekkingowe kalosze, raki, czekany, kaski. Cały „szpej”: liny, nasz główny bagaż (ze śpiworami, ubraniami na zmianę, kosmetyczką, kurtkami i przysmakami na później) oraz jedzenie niesie ekipa tragarzy Bakonzo. My chodzimy jedynie z plecakami spakowanymi na jeden dzień.

Nie trzeba zatem z Polski brać żadnego sprzętu z wyjątkiem górskich ubrań, porządnych trekkingowych butów na atak szczytowy, drugich lżejszych butów, sandałów, czapki, rękawiczek, ciepłej kurtki, kurtki przeciwdeszczowej, czołówek, ciepłego śpiwora, kijków trekkingowych, czołówki i peleryny/ponczo.

 

NASZA EKIPA

 

Szlak Kilembe zaczyna się w małej wiosce o tej samej nazwie. Kiedyś znajdowały się tutaj ogromne kopalnie miedzi, a większość budynków mieszkalnych wybudowana została dla pracujących w nich górników. Dzisiaj kopalnie są już kwestią przeszłości, a głównym źródłem zarobku jest turystyka. Większość mieszkańców Kilembe należy do ludu Bakonzo, rdzennej ludności gór Ruwenzori i to wśród nich rekrutują się nasi tragarze oraz przewodnicy. Góry są dla nich świętą siedzibą boga Kitasamby i źródłem życiodajnej wody.

My idziemy z najlepszymi z najlepszych: Uziahem i Enochem. Obaj znają tu każdy szlak i ścieżkę, doskonale znają techniki linowe i doskonale się wspinają. Świetnie gotują (przewodnicy są zarazem szefami kuchni!) i są chodzącymi skarbnicami wiedzy o kulturze i lokalnych wierzeniach.

Będzie nam towarzyszyło również kilkunastu tragarzy, tragarze osobiści, niosący nasze duże plecaki, pomocnicy kucharza oraz jeden główny „kamerdyner” zajmujący się nami i dbający o nasz komfort w obozach.

 

JAK WYGLĄDAJĄ OBOZY?

 

Śpimy w drewnianych lub blaszanych kilkuosobowych domkach. Mają one zamykane drzwi, okna i prycze. Nie musimy się w nocy obawiać deszczu ani wiatru. Mamy do dyspozycji jeden duży namiot, który jest naszą jadalnią i miejscem spotkań. Przewodnicy i tragarze śpią osobno, a czas spędzają głównie przy ogniu w namiocie kuchennym. W każdym obozie znajdują się toalety, a rano otrzymać można miskę gorącej wody do mycia.

Najwygodniejszy jest obóz pierwszy: Sine. W następnym obozie – Mutinda poruszamy się po drewnianych podestach, gdyż wszędzie dookoła nas są bagda. Turyści nazywają ten obóz „błotnym” (mud camp). Z obozu Bugata rozciągają się fantastyczne widoki na okolice, gdyż położony jest na ogromnej platformie skalnej ponad jeziorami. Jako jedyny ma też lądowisko dla helikopterów. Obóz Butawu/Hunwick’s Camp znajduje się już u stóp najwyższych szczytów Ruwenzori i jest doskonałą bazą startową na dwa: Mount Weissmann oraz Mount Baker. Obóz Margherita oferuje najbardziej podstawowe warunki. Znajduje się wysoko w masywie najwyższej góry pasma i jest naszym punktem startowym na atak szczytowy. Wracając spędzimy noc w jeszcze jednym „luksusowym” obozie leśnym: Samalira lub Kiharo.

 

JAKA BĘDZIE POGODA I TEMPERATURA?

 

Ruwenzori słynie z nieprzewidywalnej pogody. Spada tu rocznie przeszło trzy metry deszczu (wyżej śniegu), a góry lubią ukrywać się za gęstą mgłą. Nie zawsze jednak tak jest. Podczas pierwszej wyprawy w Ruwenzori trafiliśmy na przeszło tydzień przepięknej, słonecznej pogody. To nie zdarza się często, ale możemy mieć szczęście. Może padać, może być słonecznie, a możemy mieć wszystkie cztery pory roku jednego dnia. Jak to w wysokich górach.

Na wysokości 3000-4000 metrów temperatura zwykle oscyluje w okolicach 10-15 stopni i spada do 2-6 w nocy. W obozach czwartym i piątym w dzień powinno być między 1 a 12 stopni, a w nocy od minus pięć do plus trzy. Na najwyższych szczytach w najgorszym wypadku może być -2 stopnie, a podczas ciepłego dnia nawet +8 stopni. Dodatkowo w górach lubi wiać silny wiatr. W obozach jest raczej ciepło, ale porządny, ciepły śpiwór nie zaszkodzi.

Uganda leży na samym równiku i nie jest aż tak gorąca jakby się mogło wydawać. W dzień temperatura na ogół nie przekracza 30 stopni. Po zapadnięciu zmroku (który tutaj przychodzi momentalnie i niespodziewanie) jest chłodniej. Nie ma saharyjskich temperatur, ale równikowe słońce przypieka naprawdę mocno. Trzeba pamiętać o kremie z filtrem, nakryciu głowy i dużej ilości wody.

 

CO BĘDZIEMY JEŚĆ?

 

Podczas całej wyprawy szefowie kuchni proponują szanownym klientom cały wachlarz dań kuchni turystycznej.

Rano śniadanie ruwenzoryjskie: kaszka manna, jajka sadzone lub jajecznica, kiełbaski, bekon, banany, kawa, herbata i gorąca czekolada.

Na lunch zawsze możemy liczyć na soczek z mango, owoce, coś słodkiego – małe „co nieco” (ciastka, batoniki), kanapki, czasem sałatkę ziemniaczaną i inne smakołyki oraz ciepłą herbatę.

Wieczorami bardziej wyrafinowana uczta: najróżniejsze zupy, udka lub skrzydełka z kurczaka, różne potrawki, risotto, spaghetti (nawet z serem do posypania), herbatę, kawę, gorącą czekoladę. Wszystko ugotowane z uczuciem przez naszych przewodników

Z miłą chęcią i wielkim entuzjazmem spełnione zostaną wszystkie dodatkowe wymagania żywiołowe: dieta wegetariańska, bezglutenowa, paleo.

Z Polski warto ze sobą zabrać batoniki energetyczne, orzechy, mieszkankę studencką, batony z musli, krówki i inne nieroztapiające się słodycze (czy to dla siebie, czy żeby poczęstować miejscowych i promować polską kulturę).

Przewodnicy i cała ekipa pozostaną przy swoich przyzwyczajeniach żywieniowych i jeść będą głównie maniok i zielone banany matoke. To podczas trekkingu.

Poza górami występuje dość duże rozróżnienie na „jedzenie dla muzungu” i „jedzenie dla lokalnych”. Miejscowi jedzą przede wszystkim węglowodany w postaci papki z zielonych bananów matoke, maniok lub kaszę poszo (te trzy rzeczy nazywane są po prostu: food) z sosem z orzeszków ziemnych oraz placki chapati. Wszędzie dookoła rośnie mnóstwo drzew owocowych, więc będzie okazja zasmakować świeżej marakuji, dżakfrutów i ananasów. Rzadziej je się potrawy z grilla: kurczaka, wątróbki, najczęściej sprzedawane na ulicy. Pije się piwo (najbardziej polecamy Nile Special), wątpliwej jakości alkohol z sorgo zwany buszira oraz gin „waragi” sprzedawany w saszetkach. Turyści jedzą „jedzenie dla Muzungu”, a więc głównie frytki, surówkę colesław, mięso z grilla, steaki, spaghetti, różne rodzaje surówek, pizzę, gotowaną dynię. W Kampali można jeść zarówno za grosze street food na ulicy jak i pójść do wyrafinowanej restauracji na steaka z antylopy, fileta z krokodyla i inne przysmaki dla wyższych sfer. Uniwersalnym specjałem w Ugandzie jest tak zwany „rolex”, czyli zawijany omlet z warzywami (miejscowi śmieją się, że to jedyny kraj na świecie, w którym każdy obywatel kupuje codziennie nowego rolexa). Doskonałym lokalnym przysmakiem do piwa są prażone pasikoniki zwane ensenene. Nie brzmi to najlepiej, ale są naprawdę wyśmienite i będziemy zachęcać do skosztowania.

 

DZIEŃ 1 – PRZEZ LAS DESZCZOWY

 

Startujemy z wysokości 1500 metrów. Stąd jeszcze nie widać najwyższych szczytów. Pniemy się coraz wyżej wśród niewielkich chatek położonych na wzgórzach. Kluczymy między domami, szkołami, niewielkimi kościołami, ogródkami zielonych bananów matoke i przybijamy piątki dzieciakom wybiegającym zewsząd nas przywitać. Dochodzimy do bram parku narodowego, gdzie wkraczamy do prawdziwej dżungli. Pierwszy dzień w całości spędzimy w lesie deszczowym, wśród setek przedziwnych kwiatów, a przewodnicy co rusz znajdować będą siedzące na paprociach kameleony niewidoczne dla oka turysty. Wygodna ścieżka doprowadzi nas do obozu Sine na wysokości 2569 m położonego koło malowniczych wodospadów nazwanych na cześć jednego z naszych przewodników. Nasza ekipa dawno tu już jest z naszymi rzeczami, nie pozostaje nam nic innego niż odpoczywać i poszukiwać z aparatem kolorowych ptaków i koczkodanów złotych. Przy odrobinie szczęścia zobaczymy również ślady lamparta.

 

Trasa: 8 km, różnica wzniesień około 1100 m. Teren: wygodna ścieżka przez las deszczowy.

 

DZIEŃ 2 – WŚRÓD SENECJI I LOBELII

 

Po śniadaniu nasza ekipa zwija obóz, a my ruszamy do góry przez kolejne piętra leśne: chwilę przez dżungle, potem stromo przez piętro bambusów, a następnie wśród ogromnych, imponujących drzewiastych wrzośców. Przerwę na lunch robimy na wysokości 3134 m w obozie Kalalama. Wyżej zakładamy kalosze i wkraczamy do tajemniczej krainy ruwenzoryjskich bagien. Przejście przez nie jest z każdym rokiem coraz wygodniejsze, gdyż staraniem naszych przewodników powstaje coraz więcej drewnianych kładek po których można wygodnie wędrować. Nie unikniemy jednak bliskich spotkań z tutejszą roślinnością. Pojawią się pierwsze senecje oraz lobelie nadające tym górom wyjątkowy, prehistoryczny klimat. Popołudniu dotrzemy do obozu Mutinda na wysokości 3688 m.

 

Trasa: 5,8 km, różnica wzniesień około 1100 m. Teren: początkowo wygodna ścieżka, potem częściowo przez bagna a częściowo po drewnianych podestach.

 

DZIEŃ 3 – MORZE NIEZNANYCH GÓR

 

Dla aklimatyzacji oraz kapitalnych widoków ten dzień zaczniemy od wejścia na okoliczny szczyt Mutinda Lookout (3975 m). Podejście przypomina tatrzańskie pozaszlakowe eskapady: jest trochę skał i dużo gęstej roślinności. Ze szczytu roztaczają się kapitalna widoki. Gdzie okiem sięgnąć (jeśli coś widać) – morze gór, z których większość nie była nigdy odwiedzona przez żadnego człowieka. Co ciekawe: nawet stąd nie widać jeszcze najwyższych, pokrytych lodowcami szczytów. Śniegi na równiku ukażą nam się dopiero jutro! Po zejściu udamy się dalej wśród fantazyjnej roślinności i obok pierwszych polodowcowych jezior do obozu Bugata, gdzie pierwszy raz przekroczymy barierę 4000 metrów. Obóz położony jest na rozległej platformie na morenie i oferuje kapitalne widoki na całe otoczenie, przede wszystkim na masyw Observation Peak oraz dolinę Namusangi.

 

Trasa: ok. 7,5 km, różnica wzniesień ok. 800 metrów. Teren: roślinne pozaszlakowe przyjemności, skakanie po kępach trawy na mokradłach, drewniane podesty, okazjonalnie wygodna górska ścieżka.

 

DZIEŃ 4 – NA PRZEŁĘCZY BAMWANJARY

 

Tego dnia wchodzimy wysoko, na przełęcz Bamwanjary (4450 m), którą nazwali tak w 1939 roku polscy alpiniści: Tadeusz Bernadzikiewicz oraz Tadeusz Pawłowski na cześć legendarnego przewodnika, który prowadził ich wyprawę, a także pierwszą zdobywczą wyprawę księcia Abruzzich w 1906 roku. Idziemy przez piętro afroalpejskie wśród doszczętnie spalonej kilka lat temu przez ogromny pożar roślinności. Na przełęczy Bamwanjary wypijemy po soczku z mango i zjemy sałatkę ziemniaczaną lub jakiś inny ze specjałów Uziego. Schodzimy w dół do sąsiedniej doliny, a potem pniemy się w górę mijając po drodze kilka kolejnych jezior, a jeśli będziemy mieli szczęście napotkamy piękne, zielono upierzone nektarniki malachitowe. Stąd po raz pierwszy ujrzymy mityczne lodowce na równiku, siedzibę wielkiego boga Kitasamby i… trudno będzie ukryć wzruszenie. Późnym popołudniem dotrzemy na wysokość 3974 m, do obozu Hunwicka (nazwanego tak na cześć Johna Hunwicka, właściciela RTS, naszego organizatora, którego starania doprowadziły do powstania szlaku Kilembe).

 

Trasa: ok. 7 km, różnica wzniesień ok. 900 metrów. Teren: górsko-bagnisty, bardzo „ruwenzoryjski”.

 

DZIEŃ 5 – W SERCU GÓR KSIĘŻYCOWYCH

 

Wchodzimy do samego serca Gór Księżycowych, do doliny pomiędzy masywem Mount Stanley i Mount Baker. Dookoła najwyższe i najgroźniejsze ściany Ruwenzori. Nad Jeziorem Kitandra połączymy się na chwilę z drugim szlakiem znajdującym się w tych górach: starszym i nieco mniej ciekawym Main Circuit. Opuszczamy piętro afroalpejskie i wkraczamy w krainę turni. Z przełęczy Scott Eliott Pass ukaże nam się jeden z najpiękniejszych widoków w Ruwenzori na masyw góry Mount Speke. Ścieżką wśród skał dotrzemy do wysokogórskiego obozu Margherita Camp na wysokości 4485 metrów. Jest to dokładnie to samo miejsce, w którym spała ekipa pierwszych zdobywców Margherity w 1906 roku: Ludwik Sabaudzki, książę Abruzzi oraz jego towarzysze. Odpoczywamy i zbieramy siły na jutrzejszy Wielki Dzień.

 

Trasa: ok. 5 km, różnica wzniesień ok. 650 m. Teren: nieco mniej podmokły niż dotychczas, ścieżka wśród traw i po kamieniach. Bardzo tatrzański w swym charakterze szlak.

 

DZIEŃ 6 – ŚNIEGI NA RÓWNIKU. ATAK SZCZYTOWY NA MARGHERITĘ (5109 M)

 

Jak wygląda wejście na najwyższy szczyt Ugandy i DR Kongo?

Budzimy się w środku nocy. Około 2:30 w nocy jemy śniadanie, pijemy kawę lub herbatę, zakładamy czołówkę i ruszamy w drogę. Najpierw kluczymy wśród skał. Następnie musimy przejść przez poziomy fragment lodowca, potem w skalistym terenie raz w dół, raz w górę. Przewodnicy prowadzą na krótkiej linie po jednej/dwie osoby, jak przy wysokogórskich przejściach w Tatrach. Teren dynamicznie zmienia się każdego roku z powodu topnienia lodowców. Kiedyś szło się cały czas po śniegu, teraz trzeba kilka razy założyć i ściągnąć raki, a w jednym miejscu schodzimy po drabince. Pod Płaskowyżem Stanleya czeka nas dość strome pole śnieżne. Mniej więcej tutaj wzejdzie słońce i zobaczymy wszystkie okoliczne masywy skapane w czerwonym blasku. Z płaskowyżu Stanleya już doskonale będziemy widzieć dwa najwyższe szczyty Ugandy: Alexandrę po lewej i Margheritę po prawej. Skalno-śnieżnym terenem wejdziemy na wierzchołek, gdzie będziemy na granicy z DR Kongo. Ustalamy absolutny limit czasowy na zdobycie wierzchołka na godzinę 10 rano. Jeśli nie uda nam się wcześniej – bezwarunkowo robimy odwrót. Schodzimy na lunch do obozu Margherita, a potem powtarzamy całą wczorajszą trasę z powrotem do Hunwick’s Camp. Tutaj naprawdę możemy pogratulować sobie: byliśmy na najwyższym szczycie Ruwenzori.

Uwaga! Jeśli ktoś nie ma ochoty lub nie czuje się na siłach, żeby wejść na szczyt może zostać w obozie i porządnie się wyspać, a potem zejść razem z resztą grupy po lunchu. Nie ma z tym żadnych problemów.

 

Trasa: ok. 12 km, różnica wzniesień: ok. 700 metrów podejścia, 1200 metrów zejścia. Teren: skały, lodowiec, pola śnieżne – prawdziwe góry wysokie. Niżej ten sam szlak, co wczoraj. Sceneria: spektakularna.

 

DZIEŃ 7 – KSIĘŻYCOWĄ DOLINĄ

 

Zmęczeni i szczęśliwi z dobrze wykonanego zadania postaramy zapewnić sobie jeszcze trochę górskich przyjemności i wejdziemy na szczyt Mount Weismann (4620 m). Trasa przez wierzchołek jest szybsza i mniej okrężna niż powrót przez przełęcz Bamwanjary. Pozwala na zapoznanie się z zupełnie nowym, odwiedzonym przez kilkanaście zaledwie ekip szlakiem. Lodowiec Weismanna całkowicie już się stopił, cała trasa wiedzie po skałach i wśród fantastycznych roślin. Do obozu Bugata schodzimy jedną z najbardziej „księżycowych” dolin całego pasma, wśród kikutów spalonych senecji i lobelii.

 

Trasa: ok. 6 km, przewyższenie ok. 650 m. Teren: ścieżka wśród skał, bujna wegetacja, odrobinkę bagien.

 

DZIEŃ 8 i 9 – SAFARI POWRACA Z GÓR

 

Schodzimy z gór. Najpierw wracamy do obozu Mutinda, skąd skręcamy ze znanego nam szlaku i przez las idziemy do jednego z dwóch leśnych obozów: Samalira lub Kiharo. Następnego dnia schodzimy przez las deszczowy, żegnając się z kameleonami do Kilembe na rozdanie dyplomów za wejście na Margheritę  i ceremonię pożegnania się z przewodnikami i cała ekipą.

 

WYPRAWA DO GORYLI

 

Goryle będziemy mogli oglądać w paśmie wulkanów Virunga w Parku Narodowym Mgahinga przy granicy z Rwandą i DR Kongo. Pozwolenie kosztuje w tym roku 600$, od 2020 roku podrożeje do 700$ (w sąsiedniej Rwandzie wizyta u goryli jest już przeszło dwukrotnie droższa).

Pozwolenie powinno rezerwować się z wyprzedzeniem, chociaż w grudniu jeszcze często się zdarza, że są wolne miejsca przy rezerwacji w ostatniej chwili, a nawet czasem odwiedza się rodzinę goryli w samotności.

Strażnicy parku zawsze wiedzą, gdzie znajdują się goryle, gdyż rodziny są Malo ruchliwe i bardzo rzadko przemieszczają się więcej niż kilkaset metrów dziennie. Spacer do rodziny goryli może zająć godzinę, dwie godziny lub tylko dziesięć minut, w zależności od tego gdzie one są. U rodziny spędza się maksymalnie godzinę, grupa liczyć może maksymalnie 8 osób, nie wolno podchodzić do goryli na odległość mniejszą niż 7 metrów, nie wolno również uczestniczyć w tej wycieczce w przypadku choroby np. grypy, gdyż ludzkie choroby łatwo przenoszą się na te wspaniałe zwierzęta.

Czy warto? Tak. Mimo ogromnych kosztów nie znam osoby, która była zawiedziona tą wycieczką i wszyscy zgodnie mówią, że był to jeden z najbardziej magicznych momentów życia.

 

CO ZAMIAST GORYLI?

 

Uczestnicy wycieczki, którzy nie chcą zobaczyć goryli mogą zamiast tego wejść na jeden z trzech wulkanów: najniższy Gahinga (3474 m), najwyższy i najbardziej męczący Muhavura (4127 m) lub znajdujący się na trójstyku granic Ugandy, Rwandy i DR Kongo wulkan Sabyinyo (3669 m), czyli zwany od kształtu swojej poszarpanej grani Zębami Starego Człowieka.

Polecamy ten ostatni szczyt. Pozwolenie na wejście kosztuje 80$, wycieczkę odbywa się w towarzystwie przewodnika-strażnika parku oraz kilku sympatycznych uzbrojonych po zęby żołnierzy, co samo w sobie jest atrakcją. Niestety nie ma możliwości pójść do goryli i wejść na wulkan jednego dnia.

Na specjalne życzenia można zaaranżować zamiast tego wizytę u koczkodanów złotych, safari ornitologiczne lub kulturowy spacer w towarzystwie pigmejów Batwa. Można również tego dnia odpocząć w miasteczku Kisoro i nie robić nic (ewentualnie pójść na targ, pojeździć na własną odpowiedzialność na motocyklach Boda-boda etc.).

 

ZWIEDZANIE KAMPALI

 

Kampala jest żywym, ciekawym i dość bezpiecznym miastem. Na pewno nie można oceniać jej przez pryzmat ponurej reputacji afrykańskich stolic, szczególnie Nairobi. Można śmiało wyjść na ulicę, nawet po zmroku i szkoda siedzieć w hostelu. Do atrakcji Kampali należy największy w Afryce Równikowej meczet ufundowany przez Kadaffiego, z którego minaretu wspaniale widać całe położone na wzgórzach miasto, imponująca świątynia Bahaitów oraz pałac królów Bugandy – przez pewien czas siedzibę Idi Amina.

Dla bardziej odważnych ciekawym doświadczeniem będzie wizyta na ogromnym targowisku Owino, gdzie można doświadczyć prawdziwego chaosu i klaustrofobii w czystej postaci. W stolicy Ugandy jeżdżą setki tysięcy motocykli Boda-boda. Jazda na nich z nieznanym kierowcą jest zdecydowanie bardziej ryzykownym przedsięwzięciem niż wspinaczka na Margheritę (większość „Boda-bodziarzy” nie zna zasad ruchu drogowego i pozbawiona jest instynktu samozachowawczego). Jednak z doświadczonym i godnym zaufania kierowcą to najciekawszy i dający najpełniejsze doświadczenie sposób zwiedzenia afrykańskiego miasta. Chętni będą mogli uczestniczyć w takim zwiedzaniu za 40$ (w cenie: przeszkolony kierowca-przewodnik, kaski), przeżyć i móc opowiedzieć o tym znajomym!

W Kampali będzie można również zakupić piękne pamiątki, rękodzieło oraz książki o Ugandzie. Najciekawszymi suwenirami z Ugandy są piękne, kolorowe materiały (najlepiej kupować u stóp Ruwenzori, w Kasese), wspaniale kiczowate męskie koszule, drewniane plansze do gry w omweso oraz różne rodzaje rękodzieła (rzeźby, figurki, bransoletki, korale).

 

PRZEDŁUŻENIE PROGRAMU – SPŁYW NILEM BIAŁYM

 

Spływ Nilem Białym jest emocjonujący już z samych przyczyn historycznych. Jesteśmy w sercu Afryki, na samym początku najdłuższej rzeki świata w miejscu, którego poszukiwali doktor Livingstone, John Henning Speke oraz Richard Burton. Tu emocje się jednak dopiero zaczynają. Spływ Nilem to jeden z najtrudniejszych turystycznych spływów na świecie. Twój ponton co chwilę pokonuje kolejne wodospadów, staje dęba na falach lub… spada Ci na głowę. Poszczególne wodospady mają swoje nazwy, które przez lata obrosły legendą wśród najlepszych kajakarzy freestajlowych i miłośników raftingu. Największe emocje budzi The Bad Place: rodzaj wiru, który kotłuje cię aż do momentu, kiedy się nie rozluźnisz i mu nie poddasz. Dopiero wtedy Cię wypluwa. Ekipa prowadząca spływ to absolutni profesjonaliści. Nigdy nie było tu poważniejszego wypadku, koło pontonu płynie jeszcze bezpieczna łódź oraz kilka kajaków ratowniczych. Warto zafundować sobie tę emocję również z tego powodu, że już nie długo ten piękny odcinek Nilu nie będzie istniał, gdyż ma tutaj powstać elektrownia wodna. Wyprawa na spływ zajmuje jeden dzień. Kosztuje 160$, w cenie jest niewielki poczęstunek, grill oraz piwo Nile Special, które właśnie tutaj smakuje najlepiej. Istnieje możliwość wybrania się na najtrudniejszą trasę o trudnościach 5, ale są też łatwiejsze opcje: spływ o trudnościach 3 dla nieco mniej odważnych podróżników, dzień odpoczynku na plaży lub rejs stateczkiem.

 

LIDER WYPRAWY

 

Wyprawę poprowadzę dla Was ja – czyli Hubert Jarzębowski. O Ruwenzori po raz pierwszy dowiedziałem się jak miałem sześć lat. Mama kupiła mi książkę „Cuda Świata”. W niej znajdował się rozdział o tajemniczych, spowitych mgłami górach, gdzieś daleko w Afryce, do których dostępu strzegły bagna oraz duchy. Fascynacja mnie nie odpuściła już nigdy. Pierwszy raz byliśmy w Ruwenzori z Kasią 22 lata później, w 2016 roku. Weszliśmy na Margheritę, Mount Weismann i Mount Baker, a Góry Księżycowe okazały się jeszcze bardziej nierealne, magiczne i wspaniałe niż myślałem. Po dwóch latach wróciliśmy tutaj śladami polskiej wyprawy z 1939 roku. Razem z Uzim i Enochem poszliśmy daleko poza szlak i weszliśmy na niezdobyty od 70 lat Observation Peak oraz nazwany przez Polaków na cześć naszych najwyższych gór Tatra Peak. O Ruwenzori opowiadaliśmy z Kasią podczas prelekcji podróżniczych, w tym na festiwalu „Kolosy” w Gdyni. O dziejach pierwszej polskiej wyprawy pisałem dla „Tatr TPN”. Oprócz tego byliśmy również na Karisimbi, najwyższym szczycie Rwandy oraz prowadziłem dla exploruj.pl wyprawę w Góry Simien do Etiopii. Mam nadzieję, że pomogę również Wam zaprzyjaźnić się z Afryką.

 

FORMALNOŚCI

 

Wizę do Ugandy wyrabia się przez Internet i kosztuje ona 50$. Żeby ją uzyskać trzeba posiadać żółtą książeczkę, czyli potwierdzenie szczepienia przeciwko żółtej febrze.

Dodatkowe informacje

Termin

UGA-01 6-20 grudnia 2019 r.

Cena

2950 $ + przelot do Ugandy

W cenie

9 dni trekkingu
Wstęp do parku narodowego
Trzy posiłki dziennie w górach (bardzo dobre)
Lokalni przewodnicy
Tragarze
Zakwaterowanie w górach
Sprzęt wspinaczkowy (czekan, kask, lina poza rakami)
Transfery na lotnisko w Entebbe i wszystkie przejazdy
2 noclegi w Kampali w Rwenzori Backpackers ze śniadaniem
Nocleg w Trekkers hostel w Kilembe ze śniadaniem
2 noclegi w Kisoro ze śniadaniem

Cena nie zawiera

Lot do Ugandy
Wiza do Ugandy – 50$
Napiwki (podobnie jak w Etiopii zwyczajowe, ale na dobrą sprawę obowiązkowe)
Napoje, pranie, posiłki nieobjęte programem, ubezpieczenie, wydatki osobiste, wszystkie dodatkowe usługi
Wypożyczenie raków
Wycieczka do goryli górskich – 600$
Trekking na jeden z wulkanów Virunga – 80$
Boda-boda tour w Kampali — 40$
Pokaz afrykańskich tańców w Ndere Center – (ok. 80 zł)

Co zabrać?

Buty górskie (mocne trekkingowe)
Raki (istnieje możliwość wypożyczenia na miejscu)
Kijki trekkingowe
Kurtka i spodnie przeciwwiatrowe (membranowe)
Dwa polary, cieńszy i grubszy
Ciepłe spodnie
Bielizna termoaktywna
Rękawice cieńsze i ciepłe łapawice
Kominiarka (ciepła)
Ciepłe skarpety (kilka par)
Step tuty (ochraniacze przeciwśniegowe)
Lekka kurtka puchowa lub primaloft
Śpiwór puchowy lub syntetyczny komfort min. – 5 stopni
Latarka – czołówka
Apteczka osobista
Lekkie ubranie na miasto
Okulary przeciwsłoneczne z filtrem UV
Krem z mocnym filtrem
Suplementy diety (batony, napoje izotoniczne itp.)