Kontakt: Hubert Jarzębowski 📞 +48 500 044 198  📧 Wyślij email

Najpiękniejsze szlaki południa Islandii – subiektywny przewodnik

Południe Islandii to bez wątpienia najczęściej odwiedzana część wyspy – i trudno się dziwić. To tutaj, wzdłuż Ring Road pomiędzy Reykjavikiem a Höfn, znajdują się najbardziej pocztówkowe widoki: wodospady, czarne plaże, lodowce i laguny. Większość turystów jednak zatrzymuje się tylko przy głównych punktach – tam, gdzie nie trzeba daleko iść od parkingu. Tymczasem tuż obok tych miejsc kryją się cuda, do których prowadzi kilkunastominutowy spacer lub lekka, ale spektakularna wędrówka. Sprawdziliśmy je wszystkie i stworzyliśmy przewodnik dla tych, którzy chcą zobaczyć coś więcej, zachwycić się islandzką przyrodą bez selfie-sticków dookoła i poczuć dzikość południa naprawdę z bliska. Opisujemy je od zachodu na wschód. Sprawdź, który szlak wygrał ranking 🙂

Reykjadalur – gorąca rzeka

Reykjadalur, czyli „Dolina Dymu”, to malownicza dolina pełna parujących źródeł, bulgoczących błot i gorących strumieni. Po około godzinnej wędrówce dociera się do rzeki, która płynie przez teren geotermalny i naturalnie się nagrzewa. W jednym z jej odcinków można się bezpiecznie wykąpać – w ciepłej, czystej wodzie, z widokiem na zielone wzgórza i parujące zbocza. Miejsce jest dość popularne, ale z powodu konieczności podejścia nie ma tu aż takich tłumów. Dalej jest to kąpiel w dzikim stylu.

Szlak do gorącej rzeki zaczyna się za miasteczkiem Hveragerði, ok. 45 km na wschód od Reykjaviku. Z parkingu prowadzi bardzo widokowa, ok. 3,5 km trasa w jedną stronę (czyli ok. godzina marszu pod górę). Na szlaku można zobaczyć geotermalne źródła, potoki i małe wodospady.

Czy warto?
Bardzo warto. To jedno z najfajniejszych, najbardziej unikalnych i jednocześnie przystępnych miejsc na Islandii. Świetne połączenie lekkiej wędrówki z relaksem. Woda ma zwykle temperaturę 36–40°C/

Reykjadalur leży nad aktywnym obszarem geotermalnym – woda opadowa dostaje się głęboko pod ziemię, gdzie nagrzewa się od magmy, po czym wypływa na powierzchnię jako gorące źródła i potoki. Niektóre są zbyt gorące do kąpieli (nawet 100°C!), ale rzeka, która płynie przez dolinę, miesza się z chłodniejszą wodą i tworzy idealnie ciepłe kąpielisko.

Reykjadalur jest całoroczna. Zimą bywa ślisko i trzeba uważać na śnieg oraz lód na szlaku, ale rzeka wciąż paruje i kąpiel jest możliwa – nawet bardziej magiczna. Tylko trzeba mieć ciepłe rzeczy do przebrania.

Szlak: https://mapy.com/s/fonebakopo

Wodospady Gljúfrabúi i Seljalandsfoss

To jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc przy Ring Road – i naprawdę nie bez powodu. Seljalandsfoss to ikona południa Islandii: wysoki, wąski wodospad spadający z klifu, za którym można przejść w pełnej rundzie dookoła. Doświadczenie wyjątkowe, zwłaszcza w wieczornym świetle albo poza sezonem. Ale – jest haczyk. Tłumy. Setki ludzi. Statywy, selfie, autokary, grupy.

Dlatego zamiast wbijać prosto pod główny wodospad, warto zacząć od Gljúfrabúi – mniej znanego (choć też już bardzo popularnego) wodospadu ukrytego tuż obok, za ciasnym skalnym przesmykiem. Woda spada tam w niemal zamkniętej kamiennej komnacie – robi ogromne wrażenie, ale przestrzeni jest mało, więc trzeba mieć cierpliwość i najlepiej trafić między autobusami. Buty trekkingowe i peleryna przeciwdeszczowa to absolutny must – inaczej wyjdziesz stamtąd przemoczony po czubek kaptura.

Czy warto?
Tak – jeśli jesteś pierwszy raz na Islandii, to wręcz obowiązkowo. To miejsce, które trzeba zobaczyć, ale trzeba też być świadomym, że to nie będzie dzikie, spokojne doświadczenie. Nie ma tu ukrytego szlaku ani zapomnianego punktu widokowego. Ot, ładne zdjęcie z Gljúfrabúi, spacer do Seljalandsfoss, rundka za wodospadem i z powrotem do auta. Najlepiej przyjechać wcześnie rano albo późnym wieczorem, wtedy można poczuć magię tego miejsca bez dziesiątek statywów dookoła.

Seljavallalaug – basen na stokach wulkanu

Seljavallalaug to jeden z najstarszych basenów na Islandii, zbudowany w 1923 roku w celu nauki pływania dla lokalnej społeczności . Przez dwanaście lat po otwarciu był największym basenem na wyspie . Basen ma wymiary 25 metrów długości i 10 metrów szerokości .

W 2010 roku doszło do erupcji wulkanu Eyjafjallajökull, podczas której basen został całkowicie zasypany popiołem wulkanicznym . Dzięki wysiłkom wolontariuszy, którzy oczyścili basen latem 2011 roku, miejsce to zostało przywrócone do użytku .​

Obecnie Seljavallalaug jest popularną atrakcją turystyczną, przyciągającą odwiedzających swoim unikatowym położeniem pośród islandzkich krajobrazów. Woda w basenie jest geotermalna, choć jej temperatura nie jest bardzo wysoka.

Trasa to ok. 20 minut w jedną stronę, wzdłuż rzeki, przez surowy krajobraz z widokiem na lodowiec Eyjafjallajökull. Szlak nie jest oznakowany, ale łatwy – jedyne utrudnienie to przejście przez rzekę, gdzie przy wyższym stanie wody można się zmoczyć.

Kilka minut za basenem można podejść do punktu widokowego w bardzo islandzkim stylu: dziki kanion oraz wodospady.

Czy warto?
To zadanie dla pasjonatów. Jeśli masz czas i lubisz miejsca „z duszą” – zdecydowanie. Ale jeśli Twój grafik pęka w szwach, a chcesz się po prostu wykąpać w gorącej wodzie – lepiej wybrać Reykjadalur. Woda w Seljavallalaug nie jest bardzo ciepła, a basen nie zawsze zachęca do zanurzenia. To bardziej miejsce do zdjęcia, chwili refleksji i poczucia, że trafiło się w miejsce, które przetrwało czas i erupcje.

Skógafoss i Szlak 20 Wodospadów

Skógafoss to jeden z najbardziej rozpoznawalnych wodospadów Islandii – szeroki, potężny, idealnie symetryczny, z często pojawiającą się tęczą w słoneczne dni. Zdjęcie z jego dolnej części robi każdy. A na górze? Punkt widokowy, na który prowadzą strome schody, i… jeszcze więcej ludzi. To jedno z tych miejsc, gdzie bardziej słyszysz języki z całego świata niż odgłos wody. Ale warto.

Jeśli jednak nie kończysz przy górnym tarasie i ruszysz dalej wzdłuż rzeki Skóga, zaczyna się zupełnie inna historia. Szlak zwany Szlakiem 20 Wodospadów prowadzi głębiej w interior, w kierunku płaskowyżu Fimmvörðuháls – to właśnie początek (lub koniec) słynnej trasy Laugavegur. Na pierwszych kilkunastu kilometrach doliny można zobaczyć naprawdę dziesiątki wodospadów – od małych kaskad po wielopoziomowe kolosy. I coraz mniej ludzi z każdym krokiem dalej od parkingu.

Szlak:
Aby zobaczyć wszystkie spektakularne wodospady, warto iść ok. 7,5 km w górę doliny, z przewyższeniem ok. 600 metrów.

Trasa (w wersji, żeby zobaczyć wszystkie wodospady): https://mapy.com/s/furukevafe

Czy warto?
Skógafoss – obowiązkowo dla każdego, kto jest na Islandii pierwszy raz. Jeśli już go widziałeś, to pewnie ograniczysz się do machnięcia ręką z drogi nr 1 i uśmiechu na widok tłumu ludzi z parasolkami. Szlak 20 wodospadów, zarówno w wersji w górę i w dół, jak i przede wszystkim traktowany jako przedłużenie Laugavegur to jeden z najpiękniejszych na całej wyspie. Jak jesteś miłośnikiem wodospadów, to będziesz w niebie

Sólheimajökull – Glacier Walk

Przez miejscowych nazywany po prostu „Solo”, Sólheimajökull to najbliższe Reykjavikowi miejsce, gdzie można wejść na lodowiec – i jedno z najłatwiej dostępnych. Jest to boczne ramię masywnego Mýrdalsjökull, pod którym drzemie niebezpieczna Katla. Lodowiec z każdej strony opowiada o zmianach klimatu – dramatycznie się cofa, z roku na rok odsłaniając kolejne metry czarnej, kamiennej doliny.

Spacer pod lodowiec to opcja dla każdego – parking i łatwa ścieżka pozwalają w 15–20 minut dojść do jego czoła, gdzie widać niebiesko-czarne jęzory, szczeliny i kawałki lodu dryfujące w lagunie. Ale to dopiero początek.

Sólheimajökull to także popularny cel wycieczek typu Glacier Walk – czyli spacerów po lodowcu w rakach, z przewodnikiem, uprzężą i czekanem. W trakcie takiej wyprawy można zajrzeć w lodowe szczeliny, zobaczyć młyny lodowcowe i poczuć, co to znaczy „niebieski lód”. Ale tu ważne zastrzeżenie:
Nie wchodź na lodowiec sam, bez przewodnika i bez sprzętu. To czysty lód – nawet płaskie fragmenty są śliskie jak lustro. Na lodowcu są ukryte szczeliny, strome uskoki i cienki lód pokrywający puste przestrzenie. Mimo, że to może się wydawać łatwe – jeśli nie masz doświadczenia nie eksploruj lodowców na własną rękę. Jeśli chcesz przeżyć lodową przygodę – zrób to z głową. Polecamy polskie biuro Ice Walkers Tour, które prowadzi świetne wyprawy glacier walk po Sólheimajökull z pełnym sprzętem i opieką lokalnych przewodników.

Czy warto?
Tak – jeśli twoim celem jest eksploracja lodowca. To jedno z najlepszych miejsc na Islandii, by przeżyć prawdziwy spacer po lodzie.
Samo podejście pod czoło lodowca? Jeśli masz czas i jesteś w okolicy – warto zobaczyć. Ale jeśli śpieszysz się i zależy ci tylko na widoku, możesz śmiało wybrać jeden z mniej zatłoczonych lodowców nieco dalej na wschód.

Wrak samolotu na plaży

Wbrew powszechnej opinii, nie jest to wrak słynnego DC-3. Samolot, który rozbił się na czarnej plaży Sólheimasandur w 1973 roku, to Douglas C-117D Super Dakota – wersja rozwojowa DC-3 używana przez amerykańskie lotnictwo. Maszyna należała do U.S. Navy i awaryjnie lądowała po problemach z silnikiem. Na szczęście nikt nie zginął – załoga przeżyła, a wrak pozostał… i z czasem stał się ikoną.

Dziś to jedno z najczęściej fotografowanych miejsc na Islandii, prawdziwa instagramowa mekka. Puste wnętrze kadłuba, czarne pustkowie dookoła, dramatyczne niebo – trudno o bardziej apokaliptyczny klimat. Wrak pojawił się w dziesiątkach sesji zdjęciowych, reklam i – co dla nas ważne – w jednym z najlepszych islandzkich teledysków metalowych: „Fjara” zespołu Sólstafir. (W mniej epickim teledysku po dachu samolotu jeździł też na deskorolce Justin Bieber, ale cóż… każdy ma swoje klimaty.)

Dojście:
Do wraku prowadzi prosta, ale monotonna trasa przez pole wulkanicznego pyłu. Spacer to poniżej godziny w jedną stronę, bez żadnych atrakcji po drodze – tylko czarno, płasko i ponuro. Dla wygodnych dostępna jest opcja specjalnego shuttle busa, który dowozi niemal pod sam wrak.

Szlak: https://mapy.com/s/masenupane

Czy warto?
Dla miłośników klimatów postapo, lotnictwa i mocnych zdjęć – tak. Ale jeśli nie masz dużo czasu, a nie kręcą cię stalowe trupy na pustyni, to nie powinien to być priorytet. Sama droga jest nużąca, krajobraz jednostajny, a tłumek ludzi przy wraku robi swoje. Lepiej wrzucić to jako „bonus”, jeśli masz wolny wieczór i chcesz przeżyć coś z innej bajki.

Dyrhólaey i czarna plaża Reynisfjara

To tutaj kończy się południowy klif Islandii – dramatyczne urwisko Dyrhólaey z naturalnym skalnym łukiem, z którego rozciąga się jeden z najbardziej epickich widoków w tej części wyspy. Dyrhólaey to świetne miejsce na krótki spacer po wietrznym płaskowyżu – można podejść do latarni morskiej, spojrzeć na Reynisfjara z góry albo zejść do dolnego parkingu i popatrzeć na potężne fale Atlantyku rozbijające się o czarny piasek. Uwaga: nie da się przejść z Dyrhólaey na Reynisfjarę pieszo – trzeba wrócić na drogę i objechać wzgórze samochodem.

Reynisfjara, z kolei, to prawdopodobnie najbardziej znana czarna plaża na Islandii – i jedna z najbardziej zatłoczonych. Tysiące turystów dziennie, autobusy, sesje ślubne i cała kolekcja selfie. I trudno się dziwić – bazaltowe kolumny Reynisdrangar, które według legendy są skamieniałymi trollami próbującymi ściągnąć statek na brzeg, robią ogromne wrażenie.

Ale uwaga – ta plaża jest też niebezpieczna. Fale typu „sneaker wave” (nagła, wyjątkowo silna fala, która pojawia się bez ostrzeżenia i sięga znacznie dalej w głąb lądu niż wcześniejsze fale) potrafią pojawić się znienacka i zmyć nieuważnych turystów w morze. Każdego roku dochodzi tu do wypadków. Lepiej trzymać się z dala od brzegu i traktować to miejsce z pełnym szacunkiem.

Czy warto?
Za pierwszym razem – absolutnie tak. To klasyka islandzkiego wybrzeża, miejsce-symbol, punkt obowiązkowy na każdej trasie.
Dla miłośników fotografii – najlepiej przyjechać o świcie albo zmierzchu, kiedy światło robi z tych miejsc prawdziwe cudo, a tłum jeszcze śpi (lub już odjechał).

Gígjagjá – jaskinia Mistrza Yody i wzgórze pierwszych wikingów

Na początku myślisz: „na pewno jakaś turystyczna pułapka”. Jaskinia, która od środka przypomina twarz Mistrza Yody z ogromnymi uszami (pozdrawiamy przy okazji Gracjana)? Brzmi jak żart. A jednak… Gígjagjá okazuje się jednym z najbardziej klimatycznych i unikalnych miejsc na całym południowym wybrzeżu.

Jaskinia robi świetne wrażenie – idealna na zdjęcia, a do tego niewiele osób o niej wie, więc można naprawdę poczuć przestrzeń i ciszę. Znajduje się we wzgórzu Hjörleifshöfði (221 m n.p.m.), do którego trzeba podjechać szutrową drogą – nie jest trudna, ale raczej dla samochodów osobowych, nie autobusów. Można też pospacerować czarną plażą dookoła – surowy, filmowy krajobraz.

Ale najciekawsze kryje się wyżej. Hjörleifshöfði to jedno z najstarszych miejsc osadniczych na Islandii. Według Landnámabók, pierwszy osadnik – Ingólfur Arnarson – dotarł tu w 874 roku wraz ze swoim „bratem krwi” Hjörleifurem Hróðmarssonem. To właśnie na szczycie wzgórza znajduje się kurhan Hjörleifura – miejsce pochówku z widokiem na całą czarną równinę i lodowiec Mýrdalsjökull.
Wejście na szczyt i powrót zajmuje około 2 godzin – trasa nie jest trudna, ale daje niesamowitą perspektywę historyczną i krajobrazową.

Okoliczna farma była wielokrotnie niszczona przez wulkan Katla – najpierw w XIV wieku przez ogromną jökulhlaup (powódź lodowcową), a ostatnio w 1918 roku przez kolejną erupcję. Dziś to miejsce niemal całkowicie puste i fascynujące.

Czy warto?
Dla mnie jedno z najciekawszych miejsc na południu. Mało znane, spokojne, z niesamowitą atmosferą. Zdecydowanie polecam każdemu, kto szuka czegoś więcej niż tylko ładnych zdjęć.

Katla Ice Cave – jedyna całoroczna jaskinia lodowa Islandii

W przeciwieństwie do większości lodowych jaskiń na Islandii, które są dostępne tylko zimą, Katla Ice Cave to wyjątkowa formacja, którą można odwiedzać przez cały rok. Znajduje się pod lodowcem Kötlujökull, który jest jęzorem Mýrdalsjökull – lodowca ukrywającego jeden z najbardziej nieprzewidywalnych wulkanów Islandii: Katlę.

Wnętrze jaskini to mieszanka lodu, popiołu wulkanicznego i skał, tworząca niesamowite warstwy, kolory i struktury. Lód bywa niebieski, szary, niemal czarny – w zależności od światła i sezonu. To miejsce wygląda jak z innej planety i idealnie wpisuje się w islandzki klimat surowego piękna. Wycieczka dostępna też dla początkujących, chodzenia jest tutaj bardzo niewiele.

Jak się tam dostać?
Wycieczkę organizują lokalne biura turystyczne, głównie z Vik. Dojazd odbywa się super jeepem przez bezdroża i czarne pustkowia, a samą jaskinię zwiedza się w raczkach (dostarczanych przez organizatorów). Przewodnik jest obowiązkowy – teren jest niebezpieczny i zmienny, a wejście do jaskini bez odpowiedniego wsparcia byłoby bardzo ryzykowne.

Fjaðrárgljúfur – kanion Justina Biebera

Fjaðrárgljúfur to wąski, dramatyczny kanion o długości około 2 km i głębokości do 100 metrów, wycięty przez lodowcową rzekę Fjaðrá. Uformował się pod koniec ostatniego zlodowacenia, około 9000 lat temu, w wyniku erozji miękkich skał wulkanicznych zwanych palagonitem. Dziś wygląda jak coś wyjętego z bajki – strome, zielone ściany, kręta rzeka na dnie i fantastyczne formy skalne.

Sławę kanion zdobył w sposób dość nieoczekiwany – dzięki teledyskowi Justina Biebera „I’ll Show You”, kręconemu na jego brzegach. Od tego czasu miejsce stało się tak popularne, że władze musiały czasowo je zamykać, żeby przyroda mogła się zregenerować. Z pobieżnych obserwacji wnioskuję, że Justin ma najwięcej fanów w Chinach.

Obecnie dostępna jest dobrze zabezpieczona ścieżka widokowa wzdłuż krawędzi kanionu – spacer zajmuje około 30–40 minut w obie strony, a trasa jest częściowo ogrodzona i ubezpieczona, żeby nikt nie próbował robić selfie nad przepaścią.
Na końcu szlaku znajduje się platforma widokowa, z której rozpościera się spektakularna panorama zakola rzeki.

Trasa ponad kanionem: https://mapy.com/s/nazatasecu

Czy warto?
Tak – sam kanion jest bardzo piękny i robi ogromne wrażenie. Ale to bardziej miejsce na szybki postój i zdjęcie niż pełnoprawna wędrówka.
Jeśli szukasz dzikszego, bardziej przestrzennego doświadczenia, to polecamy kanion Múlagljúfur dalej na wschód – tam możesz naprawdę pochodzić, a widoki są jeszcze bardziej spektakularne, a turystów jest tu dużo mniej (nie tańczył tu Justin Bieber).

Pętla wokół Kirkjubæjarklaustur – wodospad sióstr, jezioro i bazaltowa posadzka

Kirkjubæjarklaustur – samo to słowo brzmi jak połączenie łamańca językowego i islandzkiej poezji. To niewielkie miasteczko w sercu południa. Spora część mieszkańców to ludzie z branży turystycznej i przewodnicy. Dla większości przejezdnych to tylko przystanek na kawę i tankowanie, ale jeśli masz tu nocleg lub chcesz rozprostować nogi, znajdziesz tu spokojną i przyjemną trasę spacerową.

Główną atrakcją jest wodospad sióstr (Systrafoss) – według legendy nazwany na cześć dwóch zakonnic, które rzuciły się w przepaść z klasztornego klifu. Sam wodospad jest dość oryginalny – woda spływa po szerokim, skalnym tarasie w dwóch równoległych strumieniach. Jeśli nie masz jeszcze przesytu wodospadów, warto się na chwilę zatrzymać.

Dla tych, którzy chcą się poruszać: od wodospadu można podejść szlakiem na płaskowyż z jeziorem Systravatn, a następnie zejść drugą stroną do osobliwej formacji geologicznej zwanej Kirkjugólf – „kościelną posadzką”. Wygląda jak ręcznie ułożony bruk, ale to naturalna formacja bazaltowa – sześciokątne kolumny, z których wystają tylko czubki.

Trasa: https://mapy.com/s/nefakagajo

Czy warto?
Wodospad – jako krótki postój przy trasie – czemu nie. Oryginalny, inny niż reszta.
Cała pętla – tylko jeśli masz nocleg w okolicy albo już widziałeś „większe rzeczy”. To spokojna, kameralna trasa, dobra na popołudniowy spacer bez tłumów i dramatów.
Nie przyjeżdża się tu specjalnie, ale jeśli jesteś – warto wykorzystać chwilę.

Wodospad Svartifoss i szlaki wokół Skaftafell

Wodospadów na Islandii jest pod dostatkiem, ale Svartifoss to jeden z najbardziej charakterystycznych – otoczony idealnie uformowanymi, czarnymi kolumnami bazaltowymi, przypomina gotyckie organy wykute przez siły natury. Obok takich miejsc nie da się przejść obojętnie.

Skaftafell leży w sercu regionu Öræfi, czyli dosłownie „Pustkowia”. Kiedyś trudno dostępny, dziś to jedna z najlepiej zagospodarowanych baz wypadowych na południu Islandii. Warto zatrzymać się tu na dłużej – ścieżek i tras starczy spokojnie na kilka dni.

Czoło lodowca Skaftafellsjökull – krótka, łatwa trasa prowadząca niemal pod sam jęzor lodowca. Idealna na lekki poranny rozruch.

Svartifoss + wioska Sel – klasyczna, widokowa pętla z przystankiem przy wodospadzie i dalej przez dawną osadę, z panoramą na południowe wybrzeże. Na 2-3 godziny.

Kristínartindar – długi i wymagający szlak na widokowy szczyt z panoramą lodowców, gór i wybrzeża. Dla ambitnych. Szlak zamknięty na wiosnę do czerwca z powodu gniazdowania ptaków.

Morsárjökull – rzadko uczęszczana trasa prowadząca pod potężny lodowiec, który kilka lat temu odsłonił najwyższy wodospad Islandii – mierzący ponad 240 metrów! Cicha, surowa Islandia bez tłumów.

Czy warto?
Bez dwóch zdań. Skaftafell to jazda obowiązkowa. Różnorodność tras, genialne widoki i wygodna infrastruktura sprawiają, że to jedno z najlepszych miejsc do chodzenia po Islandii. Bez względu na to, czy masz godzinę, czy trzy dni – tu się nie zawiedziesz.

Hvannadalshnúkur – dach Islandii i lodowy kolos

Hvannadalshnúkur (2110 m n.p.m.) to najwyższy szczyt Islandii i zarazem jeden z najpiękniejszych wizualnie masywów na całej wyspie. Wznosi się nad południowym wybrzeżem jako dominanta wulkanu Öræfajökull, który jest częścią lodowca Vatnajökull. Góra nie tylko wygląda imponująco – z ostrym, strzelistym wierzchołkiem wystającym ponad ogromną czapę lodu – ale także jest prawdziwym symbolem islandzkiego krajobrazu. To miejsce surowe, lodowe, potężne – i przez to tak fascynujące.

Czy warto?
Pewnie, że warto – w końcu to najwyższy szczyt kraju! Ale trzeba pamiętać, że to nie jest spacer na zachód słońca. To potężna wyrypa: ponad 2000 metrów przewyższenia, kilkanaście godzin akcji górskiej, lodowiec z głębokimi szczelinami i totalna ekspozycja na warunki pogodowe. Tylko dla silnych, doświadczonych i przygotowanych – obowiązkowo z przewodnikiem.
Jeśli chcesz zdobyć Hvannadalshnúkur, polecamy wyprawy organizowane przez Ice Walkers Tour – profesjonalne, bezpieczne, z pełnym wyposażeniem i wiedzą o tym, co czyha pod śniegiem.

Trasa: https://mapy.com/s/gafonohena

Vatnajökull i jego odnogi – serce lodowej Islandii

Vatnajökull to największy lodowiec w Europie – pod względem objętości i powierzchni nie ma sobie równych. Pokrywa około 7 700 km², czyli prawie 8% całej Islandii, a jego lodowa czapa ma średnio 380 metrów grubości, miejscami sięgając nawet 950 metrów. Co więcej – pod powierzchnią lodu kryją się aktywne wulkany, m.in. Grímsvötn i Bárðarbunga, co czyni ten lodowiec jednym z najbardziej fascynujących i nieprzewidywalnych miejsc na świecie.

Cały obszar objęty jest ochroną jako Park Narodowy Vatnajökull – największy park narodowy w Europie, wpisany na listę UNESCO. Obejmuje nie tylko sam lodowiec, ale też otaczające go pustkowia, góry i rzeki lodowcowe.

Glacier walki – czyli piesze wyprawy po lodowcu w rakach i z przewodnikiem – organizowane są na kilku głównych jęzorach Vatnajökull. Ja chodziłem po następujących:

  • Svínafellsjökull – dramatyczny, poprzecinany szczelinami, często filmowany przez Hollywood.
  • Falljökull – stosunkowo mało uczęszczany, pełen formacji lodowych, stromych progów i widowiskowych szczelin – idealny dla tych, którzy chcą przeżyć coś naprawdę spektakularnego.
  • Virkisjökull – fotogeniczny, a jednocześnie spokojny – świetna opcja na mniej tłoczną eksplorację lodu.
  • Kvíárjökull – zachwyca kontrastem między czarnym pyłem wulkanicznym a błękitnymi jęzorami lodu.

Czy warto?
Zdecydowanie tak, ale tylko z przewodnikiem. Lodowce są dynamiczne, nieprzewidywalne i potencjalnie bardzo niebezpieczne. Nawet pozornie płaskie pola lodowe potrafią kryć głębokie szczeliny i cienki lód. To chyba najpiękniejsza i najciekawsza rzecz jaką można robić na Islandii.
Polecamy wycieczki z polskim biurem Ice Walkers Tour, które prowadzi bezpieczne, profesjonalne wyprawy z pełnym wyposażeniem i wiedzą o lodowcu, jego strukturze i historii.

Múlagljúfur – islandzka esencja w jednym widoku

Múlagljúfur to spektakularny, głęboko wcięty kanion, który wciąż pozostaje nieco poza głównym turystycznym nurtem – i całe szczęście. Trasa ma ok. 5 km w obie strony, z przewyższeniem 380 m, i choć nie jest długa, to wymaga trochę wysiłku. Nie da się tu podjechać pod sam punkt widokowy – żeby zobaczyć prawdziwe cuda, trzeba po prostu podejść. A nagroda? Widok, który można oprawić w ramkę i powiesić w ambasadzie Islandii: głęboki, zielony kanion, pionowe ściany, kilka wodospadów spadających w otchłań, a nad tym wszystkim lodowiec i potężne sylwetki pokrytych nim gór.

Czy warto?
Moim zdaniem to najpiękniejszy szlak na całym południu Islandii. Krótki, intensywny, z absolutnie olśniewającym finałem. Jeśli któryś widok miałby być definicją południowej Islandii – to właśnie ten.

Fjallsárlón – laguna lodowcowa bez tłumów

Fjallsárlón to piękna, spokojna laguna lodowcowa, położona tuż pod jęzorem Fjallsjökull, będącym częścią masywu Vatnajökull. W porównaniu do swojej słynnej siostry – Jökulsárlón – jest tu o wiele mniej ludzi, co czyni to miejsce idealnym dla tych, którzy chcą kontemplować lodowy krajobraz bez odgłosów dronów i przewodników z megafonami.

Na powierzchni laguny dryfują góry lodowe, które odrywają się z jęzora lodowca wpadającego prosto do wody. Wszystko to u stóp potężnej ściany lodu – surowo, majestatycznie, ciszej niż gdziekolwiek indziej w okolicy.

Można po prostu podejść do brzegu, usiąść na kamieniu i patrzeć, jak dryfują odłamki wieczności. Są też organizowane rejsy po lagunie pontonami, jeśli ktoś chce zobaczyć lód z bliska.

Czy warto?
Zdecydowanie tak – zwłaszcza jeśli nie lubisz tłumów. Fjallsárlón to Jökulsárlón w wersji slow, równie piękna, a często bardziej klimatyczna.

Jökulsárlón, Diamentowa Plaża i jaskinia lodowa Sparkle Ice Cave

Jökulsárlón to prawdziwa ikona południowej Islandii – największa i najsłynniejsza laguna lodowcowa na wyspie, zasilana przez jęzor Breiðamerkurjökull, który z hukiem zrzuca do niej góry lodowe. Te majestatyczne bryły lodu dryfują po mlecznobłękitnej wodzie, czasem tygodniami, zanim trafią do oceanu. Widok? Po prostu spektakularny.

Po drugiej stronie drogi leży Diamentowa Plaża (Breiðamerkursandur), gdzie lodowe bryły wyrzucone przez fale lśnią na czarnym piasku jak klejnoty. Efekt jest bajkowy – szczególnie o świcie lub w pochmurnym świetle, które podbija kontrast.

W okolicy znajduje się też wyjątkowa atrakcja – jaskinia lodowa Sparkle Ice Cave, dostępna tylko w zimowych miesiącach (zazwyczaj od listopada do marca). Przezroczysty niebieski lód, kształty jak z innego świata – to miejsce, które wygląda jak sceneria z fantasy. Zwiedzanie odbywa się tylko z przewodnikiem, w kasku i rakach, po dojeździe specjalnym pojazdem terenowym. Najpopularniejsza wcześniej jaskinia – Crystal Cave zawaliła się latem 2024 roku, na skutek czego zginął turysta z USA. Jest to bardzo dobitny dowód na to, że do tego typu miejsc trzeba chodzić zimą i w towarzystwie godnego zaufania organizatora.

Czy warto?
Tak, i to bardzo. Choć Jökulsárlón bywa zatłoczone, to miejsce, które trzeba zobaczyć przynajmniej raz – dla samego doświadczenia bycia na styku lodu, oceanu i czasu.
Diamentowa Plaża to fotograficzny raj, a Sparkle Ice Cave to jedna z najpiękniejszych jaskiń lodowych na Islandii, więc jeśli odwiedzasz wyspę zimą – koniecznie dodaj to do planu. To mocna i magiczna klamra całej południowej trasy.

TOP 6 szlaków południa Islandii

1. Kanion Múlagljúfur
Najpiękniejszy widok na całym południu.

2. Szlak 20 wodospadów
Trekking wzdłuż rzeki Skóga – wodospad co 300 metrów.

3. Gorąca rzeka Reykjadalur
Wędrówka do naturalnego termalnego spa z widokiem na wzgórza – Islandia w pigułce.

4. Wycieczki na lodowce
Svínafellsjökull, Falljökull, Kvíárjökull… Raki, czekan i przygoda na żywym lodzie (z przewodnikiem)

5. Szlaki w okolicach Skaftafell
Svartifoss, Sel, Kristínartindar – coś na spacer, coś na wyrypę, wszystko piękne.

6. Jaskinia Mistrza Yody (Gígjagjá)
Ukryta perełka z klimatem, historią i widokiem na pustkowia Öræfi. Bonus: zero tłumów.

Południe Islandii to niekończący się katalog spektakularnych miejsc – od czarnych plaż i lodowców po kaniony, jaskinie i bazaltowe wodospady. Choć najwięcej turystów zatrzymuje się przy głównych atrakcjach przy Ring Road, wystarczy zrobić kilka kroków dalej, by odkryć miejsca niemal puste, dzikie i absolutnie wyjątkowe. W naszej liście zebraliśmy wszystko, co najciekawsze, bardziej ambitne i naprawdę warte wysiłku – dla tych, którzy chcą czegoś więcej niż zdjęcia z parkingu. Od gorącej rzeki Reykjadalur po jaskinię Sparkling i laguny lodowcowe, przez mało uczęszczane szlaki w Öræfi, trekkingi po jęzorach Vatnajökull i wejście na dach Islandii. To gotowy przewodnik po południu Islandii dla tych, którzy chcą chodzić, odkrywać i naprawdę przeżywać.

    Zgłoszenie

    Moje dane kontaktowe:

    • Liczba miejsc, które chcę zarezerwować:
    • Wybieram termin wyjazdu:

    Krótko o mojej obecnej kondycji (prosimy szczerze!):

    To mój pierwszy wyjazd trekkingowyKiedyś było dużo chodzenia. Teraz wysiadają mi kolana, ale daję radęLubię góry, ale powolutku i spokojnieNie mam zbyt dużego doświadczenia, ale kondycja dobraMam dobrą kondycję. Lubię dużo chodzić i zdobywać szczytyUwielbiam wspinaczkę, biegi górskie, skitury. Pełna profeskaJestem Jerzym Kukuczką/Wandą Rutkiewicz


    ,

    z Biurem Podróży High Away.