Musała (2926 m): Na dachu Bałkanów

Musała mierzy 2926 metrów i jest najwyższym szczytem Gór Riła, Bułgarii i całych Bałkanów. Jest to najwyższa góra pomiędzy Alpami a Kaukazem. Wszystkich „-naj” związanych z Musałą jest dużo więcej. Musała jest jednym z najciekawszych miejsc na całym szlaku Korony Bałkanów.

 

Bliżej Boga, Bliżej Stalina

 

Musała przewyższa o kilka metrów dwa inne bałkańskie olbrzymy, oba uważane niegdyś za siedziby bogów: grecki Olimp (2918 m), tron Zeusa oraz Wichren (2914 m), najwyższy szczyt w bułgarskim Pirynie, poświęcony Perunowi.

Również i ona ma silne związki ze sferą boską. Nazwa Musały jest bowiem bardzo stara i pochodzi z języka arabskiego. Mus-alla, a więc „miejsce blisko Boga”, „droga do Boga” lub „miejsce modlitwy”. Najwyższy szczyt Riły nazwali tak najprawdopodobniej Turcy.

Od 14 marca 1950 roku najwyższy szczyt Bułgarii nazywał się Stalin. Podobnie wątpliwego zaszczytu w historii dostąpiły wcześniej dwie inne góry. W latach 30. Pikiem Stalina nazwano nowoodkryty, wyższy od Piku Lenina, bo niemal siedmioipółtysięczny szczyt w paśmie Pamiru. Jest to późniejszy Pik Komunizmu i dzisiejszy Szczyt Ismaila Somoniego (7495 m), najwyższa góra Tadżykistanu.

Drugą górą, którą spotkał tego typu honor był nasz Gerlach. Najwyższy szczyt Tatr już w XIX wieku, za czasu Austro-Węgier oficjalnie nazywał się szczytem Franciszka Józefa, miano Szczytu Stalina zostało mu nadane uroczyście 21 grudnia 1949 roku. Nazwę zmieniono z powrotem wkrótce po tym, gdy „przestało bić serce wodza ludzkości”.

Musała nazywała się Stalin jeszcze przez niemal dekadę, aż do 19 stycznia 1962 roku.

 

Mały Stalin

 

Od 1950 roku również sąsiednia Mała Musała (Malka Musala, 2907 m), nosiła polityczną nazwę: Georgi Dymitrow, na cześć zmarłego rok wcześniej komunistycznego premiera Bułgarii. Nazwę wielkiego szczytu zarezerwowano dla Stalina, Dymitrow musiał zadowolić się drugim najwyższy szczyt Riły.

Miało to jednak swoją pokrętną symbolikę. Jest Wielki Wódz, a u jego boku drugi Wódz: nieco mniejszy, ale i tak ważny: Dymitrow. Bóg i jego Apostoł. Razem z góry czuwają nad proletariatem Bułgarskiej Republiki Ludowej. Nazwa Dymitrow, co ciekawe, utrzymała się aż do 1989 roku, gdyż dopiero wtedy była możliwa oficjalna zmiana nazwy na Małą Musałę.

Chociaż istnieją przekazy, że przed nadejściem islamu szczyt nosił bułgarską nazwę „Tangra”, a w ostatnich latach w bułgarskich górach na ogół zastępowano nazwy gór, które w jakikolwiek sposób kojarzyły się z Turkami, do których Bułgarzy z historycznych względów nie pałają szczególną miłością, nazwy Musały, jako uświęconej tradycją nie tknięto.

 

Na szlaku wśród jezior

Najpopularniejszy szlak na Musałę jest to solidna, całodniowa wycieczka nawet przy ułatwieniu sobie zadania za pomocą kolejki gondolowej. W okolicy znajduje się najwyżej w Bułgarii położony ośrodek narciarski. Kolejka zaczyna się w niezwykle sennym latem kurorcie Borowiec i wyprowadza na Jastrebec (2369 m). Miasteczko zachwyci wszystkich miłośników socrealizmu w architekturze, sama gondola natomiast największy urok będzie miała dla miłośników zabytku techniki.

Po niecałej godzince spaceru szeroką drogą bez żadnej różnicy wzniesień docieramy do schroniska Musała, które dla odmiany może spodobać się wyłącznie najbardziej oddanym pasjonatom brzydoty. Budynek jest po prostu ohydny, na dodatek niedokończony. Samo schronisko od wielu lat mieści się w budynku gospodarczym przeznaczonym dla dzielnych budowniczych.

Dalej jest już naprawdę ładnie. Szlak prowadzi szeroką doliną pomiędzy długimi ramionami grani Musały. Nad nami górują szczyty Deno (nazwany tak, gdyż wschodzi nad nim słońce) oraz Ireczek. Ta nazwa już nawet brzmi miło. Nie upamiętnia jednak jakiegoś wyjątkowo sympatycznego Ireneusza, ale dziewiętnastowiecznego czeskiego historyka Konstantyna Ireczka, wielkiego przyjaciela Bułgarów.

Ścieżka pnie się w górę lawirując pomiędzy urokliwymi błękitnymi, polodowcowymi Musaleńskimi Stawami (czy też Musałskimi Jeziorami).

 

Everest 1984

Nad ostatnim z nich, zwanym Ledenoto Ezero, najwyżej położonym stawie na Półwyspie Bałkańskim, stoi zasłon, czyli schronisko o tej samej nazwie (2709 m). Czasem zwane jest Chyża Everest ’84, gdyż zbudowano je na pamiątkę pierwszej bułgarskiej wyprawy na najwyższą górę świata.

Bułgarska ekspedycja wyprawiła się na Everest w kwietniu 1984 roku. Jednym z członków wyprawy był znakomity himalaista Christo Prodanow. Jako jedyny pragnął zdobyć najwyższą górę świata bez użycia aparatu tlenowego. Reszta grupy nie chciała ryzykować.

Prodanow odłączył się od towarzyszy i wyruszył na atak szczytowy w towarzystwie jednego Szerpy, który jednak zawrócił z powodu trudnych warunków. Prodanow kontynuował wspinaczkę zdobywając górę jako pierwszy człowiek, który dokonał tego w kwietniu. Solo i bez pomocy tlenu. Niestety zginął 21 kwietnia podczas zejścia.

Po tragedii wyprawę kontynuowano i szczyt zdobyły jeszcze dwa dwuosobowe zespoły. Zdobycie Everestu uznane zostało w Bułgarii za największy wyczyn sportowy XX wieku. Ciało Prodanowa do dziś spoczywa po północnej stronie góry na wysokości 8700 metrów, w strefie śmierci.

W Chyży Everest zakupić można coca-colę, wafelki i herbatę oraz… posłuchać dobrej muzyki, gdyż pani właścicielka gustuje w klasycznym hard rocku i umila sobie długie, letnie dni słuchając mocnego, gitarowego grania z lat osiemdziesiątych. Na drzwiach wciąż wisi zdjęcie wspominające przystojnego, długowłosego mężczyzny, który nagle odszedł w wieku 54 lat. Może taka muzyka przypomina jej o ukochanym? Wstydziłem się zapytać.

 

Na dachu Bałkanów

„Atak szczytowy” zajmuje około trzech kwadransów. Z chyży Everest na wierzchołek podchodzimy jednym z dwóch wariantów szlaku: letnim i zimowym. Oba łączą się kilka minut przed samym wierzchołkiem. Nie różnią się jakoś szczególnie trudnością, ale fajniejszy jest szlak zimowy, który prowadzi bliżej grani i zapewnia szersze widoki na całe pasmo Riły.

A jest co oglądać! Na bliskim planie wielkie wrażenie robią Diabelski Żleb i ogromny, groźny obryw na pionowej ścianie ponad nim. Urwała się tutaj niedawno przynajmniej połowa całej turni. A wyżej? Dookoła same góry. Dziesiątki grani, setki szczytów, kilka intensywnie błękitnych, pawiookich stawów. Jakbyśmy nagle znaleźli się w samym środku jakiejś nieznanej nam dotąd części Tatr. Jakby poza Tatrami Wysokimi, Bielskimi i Zachodnimi istniały jeszcze jedne: sekretne, które tutaj dopiero ukazały się naszym oczom.

Na samym wierzchołku stoją dwa najwyżej położone na Bałkanach budynki: szara i kamienna stacja meteo z lat trzydziestych  oraz równie błękitna, co blaszana placówka naukowa, zbudowana w miejscu dawnej Stacji Badawczej Promieniowania Kosmicznego.

Oba nieszczególnie piękne, ale bardzo przydatne. Awaryjnie można tutaj przenocować. Pracuje tu na zmianę kilka osób, na szczycie dyżur pełni zawsze przynajmniej jedna osoba. Szczyt Musały jest zatem najwyższym na półwyspie stale zamieszkanym miejscem. Dzięki ich pracy wiemy, że Musała jest również najzimniejszym miejscem na Bałkanach, gdyż średnia temperatura roczna nie przekracza tu -2 stopni Celsjusza.

 

Ofiara dla Jowisza

A to oczywiście nie jest ostatnie „-naj” związane z naszym szczytem! Musała być może była jednym z pierwszych szczytów w historii zdobytych przez człowieka. I to nie byle kogo, lecz Filipa V, króla Macedonii w 181 roku przed naszą erą.

Filip V ze swym wiernym oddziałem podróżował przez tydzień, by dotrzeć do stóp wysokiej góry zwanej Haemus. Sama wspinaczka zajęła mu kolejne trzy dni i dwie zimne noce. Na wierzchołku kazał zbudować ołtarze ku czci Jowisza oraz boga Słońca Sol (czyli greckich Zeusa oraz Heliosa) i złożył im ofiary. Chciał udobruchać w ten sposób bogów, którzy byli mu nieprzychylni podczas niedawnych wojen oraz zobaczyć z góry całe swoje królestwo: od Morza Śródziemnego po Morze Czarne.

Czy naprawdę zdobył Musałę czy inną górę w okolicy. Może Witoszę nad Sofią? Albo Sołuńską Głowę ponad Skopje? Podobnie jak nie wiemy, czy zdawał sobie sprawę, że przejdzie do historii jako jeden z pierwszych alpinistów.

Czas schodzić, żeby zdążyć przed odjazdem ostatniej gondoli kupić słoik zielonych fig w zalewie i butelkę coca-coli o zaskakująco przezroczystej zawartości. Wspaniale nadaje się na toast ku czci Jowisza, a podobno wciąż istnieją tacy, którzy i za Stalina się napiją…

 

Hubert Jarzębowski

Chcesz wejść z nami na Musałę? Zapraszamy na wyprawę szlakiem Korony Bałkanów!

Korona Bałkanów (14 dni)