Dinara (1831 m): Pustynia Winnetou

Dinara to najwyższy szczyt Chorwacji i zarazem góra, która dała nazwę całemu długiemu łańcuchowi Gór Dynarskim. Leży w bardzo mało odwiedzanych przez turystów regionach, nieopodal miasta Knin. Dinara jest pierwszym od zachodu i najniższym szczytem Korony Bałkanów, od wejścia na nią zaczynamy nasz szlak.

Knin to zupełnie inne doświadczenie niż Dubrownik czy Split. To również bardzo historyczne miasto, średniowieczna stolica Królestwa Chorwacji, zupełnie jednak tego nie widać. Nie ma tutaj turystów ani zabytków, nie licząc górujących nad miastem ruin potężnej twierdzy. Główne drogi omijają miasto, a cały ruch turystyczny od strony Zagrzebia kończy się przy Jeziorach Plitwickich. W krajobrazie miasta dominują szare bloki, tory kolejowe i błękit blachy falistej kryjącej dachy fabryk i magazynów. Przed wojną większość mieszkańców miasta stanowili Serbowie. Miały tu miejsce zaciekłe walki, ludność barykadowała okoliczne drogi pniami drzew, by uniemożliwić przejazdy chorwackich wojsk, przez pewien czas Knin pełnił funkcję stolicy Republiki Serbskiej Krainy. Po wojnie władze republiki zostały ukarane, a w mieście ostali się prawie sami Chorwaci, a na twierdzy umieszczono duży pomnik Franja Tuđmana, znienawidzonego przez Serbów pierwszego prezydenta niepodległej Chorwacji.

Z twierdzy widać wyraźnie potężną wapienną ścianę Dinary, a dookoła tego najgorętszego miasta Chorwacji rozciąga się prawdziwa górska pustynia. Wąwozy wyschniętych rzek ze znikającymi w lecie wodospadami, płaskowyże z nieliczną, wyschniętą na wiór roślinnością i absolutnie bezludne góry. Kiedyś po okolicznych szczytach wędrowali pasterze z tysiącami owiec, dziś pozostali tutaj nieliczni zdeterminowani do życia w tak niegościnnym paśmie. Bez wody i na niepewnym pograniczu z Bośnią i Hercegowiną. Po stronie Bośni znajdują się nawet wioski do których nie da się dojechać z własnego kraju.

Najpopularniejszy (czyli odwiedzany przez kilka osób dziennie) szlak na Dinarę zaczyna się koło ruin twierdzy Glavaš na krasowym płaskowyżu. Ruszamy, po kilku minutach zostawiamy za sobą dębowy lasek i przenosimy się… Nie wiem nawet gdzie. Chyba do książki o „Winnetou”. Dookoła roztacza się niezmącona cisza, bezkresne łany rudych traw, kolczaste suche rośliny, dziewięćsiły. Krajobraz sprzyja fantazji. Co chwilę wydaje się, że zza wapiennych skał wyłonią się na koniach wojownicy z plemienia Apaczów, nad głową latają kruki. Wszystkie źródełka są wyschnięte, a Dinara bezlitośnie kradnie i wysysa wodę ze wszystkich żywych organizmów.

Po drodze mijamy „wioskę” kamiennych domków, zamieszkaną przez jednego dzielnego pasterza i wychodzimy na trawiasto-skalistą grań. Ścieżka meandruje wśród nielicznych drzew, zarośli kosodrzewiny, wapiennych skałek oraz licznych studni i ponorów. Spotykamy przez cały dzień aż piątkę turystów. Węgra, dwójkę Niemców oraz oczywiście parę z Polski. W ogóle na każdym ze szczytów Korony Bałkanów do napotkanych turystów można w ciemno zagadywać po polsku. Ma się ponad połowę szansy, że to najwłaściwszy język.

Z wysokości 1831 metrów, z wierzchołka pustynnej kuzynki Babiej Góry roztacza się fenomenalny widok. U naszych stóp, w cieniu ogromnej ściany leży Knin, z tej odległości bardzo ładny. Wszędzie dookoła tylko góry. Białe skały, rudziejące trawy, czerń lasów, a w oddali błękit sztucznego jeziora Peruća, które ostało się mimo prób wysadzenia tamy przez armię jugosłowiańską za pomocą 30 ton materiałów wybuchowych w 1993 roku. Nie dochodzi do nas żaden dźwięk, nawet najcichszy. Jeszcze tego samego wieczora kąpiemy się w Adriatyku i jesteśmy w zupełnie innym świecie.

Chcesz z nami wejść na Dinarę? Zapraszamy na wycieczkę Korona Bałkanów!