2021 – Pierwszy Miesiąc na Bałkanach za nami!

Od końca kwietnia jeździmy pełną parą. Ile udało się już zrobić, zwiedzić, zobaczyć, posmakować!
Zaczęliśmy od Macedonii. Przeprawialiśmy się przez górskie potoki pod szczytem Golem Krcin. Wędrowaliśmy po szlakach „Macedońskiego Tybetu” w Parku Mavrovo. Podziwialiśmy z góry Kanion Matka. Zdobyliśmy najwyższą górę, która wznosi się w całości w Macedonii, czyli Pelister (2601 m).
Dwa razy staliśmy na grani ponad dwoma jeziorami – Ochrydzkim i Prespą na szczycie Magaro. Dwa razy wsłuchiwaliśmy się w bicie cerkiewnych dzwonów i gwar targu w Ochrydzie. Dwukrotnie degustowaliśmy miód od pszczelarzy z prawdziwej Krainy Miodu.
Potem przyszła kolej na Albanię. Kluczyliśmy wśród płatów śniegu na szczycie Gramoz (2523 m). Na kilka dni przenieśliśmy się w czasie i przestrzeni do świata kamiennych wiosek i mostów w dolinie Zagorii. Chodziliśmy po wąskich uliczkach twierdzy w Beracie.
W Czarnogórze weszliśmy na kilka wysokich szczytów w Durmitorze. Spłynęliśmy najgłębszym w Europie kanionem rzeki Tara. Przeszliśmy wojskowymi drogami przez góry Lovćen aż nad Adriatyk.
Słuchaliśmy śpiewów w wykutym skale Monastyrze Ostrog w Czarnogórze i świętowaliśmy prawosławną Wielkanoc u św. Jana Bigorskiego w Macedonii. Dwa razy odwiedziliśmy zagubiony w górach monastyr Treskawiec. Zwiedzaliśmy opuszczone cerkwie południa Albanii.
Poznawaliśmy smaki lokalnych szczepów wina w winiarni Popova Kula oraz ich domowe wersje w domach prywatnych. Nie obca jest nam rakija. Był czas na ośmiornicę nad morzem i baraninę prosto z ognia wysoko w górach. Nie mówiąc już o tym, co podawał kucharz w hotelu Radmilovac, ale kto był, ten wie 🙂
Miesiąc zleciał, pierwsze 10 000 kilometrów bałkańskich dróg za nami, ale chcemy jeszcze!
Czy były trudno? Nie! Trzy razy jechaliśmy z Polski na Bałkany i trzy razy wracaliśmy. Nikt nigdy nie sprawdził nam żadnego dokumentu poza paszportem. Nie było ani słowa o kwarantannie po powrocie. Ani słowa o żadnym teście, zaświadczeniu ani szczepieniu. A zwiedzanie? Bajka. Jest pusto, spokojnie, ludzie strasznie się cieszą, że nie daliśmy się propagandzie z telewizora i przyjechaliśmy.
Chcemy jeszcze! 🙂 Plany na następne dni? Góry Przeklęte, potem Bułgaria, potem znów Prokletije. Potem rozdzielamy się i realizujemy plan „piekło-niebo”. Hubert rusza w Góry Niebiańskie, a Kasia w Przeklęte. Potem oczywiście Korona Bałkanów. Jeszcze raz Prokletije. Potem przychodzi czas na Karpaty Ukraińskie i Rumuńskie no i na koniec Albania. Da się? da się!
Dziękujemy za pierwszy miesiąc i do zobaczenia na szlaku. Hubert Jarzębowski, czerwiec 2021